HWDP 2011-11-11 11:11:11
Mendy mnie złapały dziś na 50-tce. W polu stały, za tablicą jakiejś miejscowości. Nawet, gdybym jechał 300 na godzinę, to nie było w pobliżu żadnej żywej osoby, oprócz mendy. W taki państwowy, piękny dzień. Przypisali mi za ten swój zaczajony napad 10 punktów. Tym samym znalazłem się blisko krańcowych możliwości. Data dość unikalna, zapamiętam sobie. HWDP!
skomentuj (6)
Widziałem nowy, święty obrazek z Jezusem mówiącym - Pójdź za mną. Dokładnie, to Jezus powiedział: "I am not talking about Twitter" i dodaje "Follow me". Uśmiałem się, uchachałem, taki czas - myślę - Jezu. Wczoraj odwiedziłem mojego przyjaciela, który ma małego synka. To taki gość, co już jednym "Yyyyy!" potrafi precyzyjnie wyrazić zadowolenie, wkurw, żal, pytanie itd. Głasnąłem jego głowę zazdroszcząc mu, że nie wychowa się na 1 tomowej Encyklopedii Wiedzy Powszechnej. Wraca do mnie żal, że urodziłem się przed Googlem. Myślę, że byłbym niesamowicie uzdolnionym miszczem. Musiałem jednak dać się wychować tak samo jak wychowywali się ludzie przez wiele tysiącleci - nad zwitkiem papirusu, z piórem w ręku. Co prawda mogę się cieszyć, że jestem świadkiem przemiany dziejów, tylko coś czuję, że jak będzie rzeczywiście fajnie, to ja będę musiał się zwijać z tego świata, noo.
Tagi: google, arystoteles, pwn, liberatus, sokrates
skomentuj (4)
Podobno 150 osób stanowi kres rzeczywistej percepcji i z większą ilością osób nie można być w kontakcie. Pytanie czym jest kontakt? Bo jeżeli miałbym np dzwonić raz w tygodniu, żeby kontakt był rzeczywisty, to nawet uwzględniając moje nielimitowane rozmowy, dążyłbym do znacznego skrócenia calling listy do jakiś 5 osób. Ciekawym założeniem portalu społecznościowego Path jest limit osób dodanych do znajomych. W Path można dodać 50 osób, co wg autorów portalu stanowi ów górny limit rzeczywistych znajomych. Biorąc pod uwagę moją realność, to szacuję, że mam tak ze 4 kontakty wirtualne (mam tu na myśli osoby, które regularnie komentują moje notki) i tak około 20 kontaków realnych z którymi przykładowo rozmawiam z raz w tygodniu w rzeczywistości lub przez telefon. Do tego oczywiście dziennie spotykam się z jakimś 1000 osób, ale spotykam się dlatego, że są postawieni na mojej drodze przez różne okoliczności. Gdyby te okoliczności nie następowały, to byśmy się nie znali.
Ostatnią refleksją był zaduma nad zdjęciami z galerii portali społecznościowych. Na pewno nie warto zostać profesjonalnym fotografem, bo aboslutnie brakuje popytu na dobre zdjęcia. Zwykle podoba mi się 1 na 100 obejrzanych. Warto może jednak zainwestować w otwarcie solarium, bo to - jak widzę - jest potrzeba u szczytu piramidy potrzeb.
Tagi: nasza-klasa, facebook, maslow, linkedin, path, golden coś tam
skomentuj (5)
... 2011-09-02 07:07:07
Noo jasne. Jak już coś wygrywam, to loteria jest nieaktualna. Tak było właśnie dziś, kiedy zobaczyłem, że wygrałem na loterii, ale ważność losu, skończyła się 31 sierpnia. Można chyba stwierdzić, że taka wygrana, to wręcz wielka przegrana. Pozostaje mi tylko praca, tylko że z pracy nic mi nie pozostaje. Gdyby nie to, że mam nielimitowane rozmowy telefoniczne i paliwo do samochodu, to ja nie wiem, jak mógłbym prowadzić godne życie? Tak mnie nieraz przeraża, że ludzie nie mogą mieć żadnej perspektywy, bo jedyna jaką mają, to nieopłacalna praca i weekend. Jak słowo daję, strzeliłbym sobie w łep mając taką sytuację. Na razie dobry strzał oddałem wybierając się do Berlina. Po drodze podjechałem zobaczyć Jezusa ze Swiebodzina. Kto nie był, może śmiało podjechać pod monstera. Jezus szeroko rozpościera ramiona w kierunku stojącego po drugiej stronie ulicy Tesco. Naprawdę, zwrócony jest na hipermarket i w kierunku granicy z Niemcami. Ta nieaktualna wygrana to pewnie kara za szydzenie z figury. Tylko, że ja nic osobistego do Jezusa. Bardziej do proboszcza.
Tagi: ...
skomentuj (7)
Mam takie wrażenie, że ciąglę jestem w samochodzie. Mam tyle miejsc i spraw, że muszę się przemieszczać. W tym miesiącu wydam na benzynę przynajmniej 2500 zł. Mam takie chwile, kiedy jest to miłe. Pojechałem zobaczyć Wilno. Jeszcze nigdy nie byłem na wschodzie. Zaraz jadę do Berlina, a chwilę później do Lwowa. Ciągle w samochodzie. Zrezygnowałem z pociągu. Codziennie spędzam w samochodzie sześć godzin. Kilometry mnożą się na liczniku. Wracając z Wilna zatrzymałem się w Augustowie na smażonej rybie. Koc wyjąłem z bagażnika i spędziłem dwie godziny nad jeziorem. Słońce świeciło tak, że znowu jestem trochę opalony. Ryba pyszna i znowu 400 km. Spałem w warszawskim Intercontinental. Piękna siłownia i basen na wysokości szczytu Pałacu Kultury. Tak mógłbym mieszkać. Staram się spać w ładnych miejscach i zobaczyłem ich wiele. Ale nie wiem sam dokąd tak jadę i czy wreszcie dojadę. Na Google Maps zakreślam promień 1000 km i zastanaiwam się, gdzie mnie jeszcze nie było? Myślę o Budapeszcie. Jest na południu, jest tam ciepło. Trochę za daleko na krótki weekend, a urlopu też za wiele nie zostało. Może jednak poświęcę piątek i poniedziałek i w końcu tam dojadę. Martwi mnie trochę fakt, że nikt mnie nie wyprzedza, za to ja wyprzedzam wszystkich. Czyżbym oprócz tego, że jeżdżę najwięcej, jeździł najszybciej? Przysłano mi mandat z Florydy, ale nie za prędkość, tylko za parkowanie. A przecież parkowałem zawsze płacąc myto. jeżeli nie zapłacę, przez 2 lata będę aresztowany jeżeli zjawię się na Florydzie. Sprawę prowadzi Sąd miejscowy, który wzywa mnie do stawienia się w ciągu czterech tygodni. W sumie nie głupi pomysł. Ktoś wie, jak dojechać samochodem na Florydę?
Tagi: samochód
skomentuj (8)
Ciekawi mnie, ile osób uznałoby mnie za chorego psychicznie, gdyby znało wszystkie moje myśli, którew ciągu dnia przelatują mi przez głowę? Czy wszyscy tak mają, że myślą o przeróżnych rzeczach, w przeróżny sposób? Znam historie, kiedy ktoś nieoczekiwanie podzieli się swoją otchłanią wewnętrznych przemyśleń i bywa, że czuję się tym bardzo zaskoczony. Coś, zatem, w tym musi być.
Niekiedy myśli nie pasują zupełnie do myślącego. Znajoma, która jest wziętą modelką o niebanalnej urodzie, jako znajoma, jest ciepła, miła i śmieszna. Natomiast kiedy opowiada o swoich historiach z facetami, to jest dla mnie odwrotnością obrazu jaki mam, kiedy na nią patrzę. Nie wiem czy potrafiłbym w kilku zdaniach opisać jej abstrakcyjne przygody, decyzje i myśli. Taka ładna, miła dziewczyna... Sam też nie jestem pewny, czy to, co mnie się przydarza, jest zupełnie dostosowane do pana jakim jestem i na jakiego wyglądam? Chciałbym to jakoś zweryfikować.
Mam przeczucie, że moja gotowość do niespodziewanych zmian akcji jest conajmniej podwyższona i kiedy wiodę życie, w którym nic się nie zmienia, potrzeba nieoczekiwanego - wzrasta. Chyba dobrze to ująłem, chociaż nie jestem pewny na sto procent. Generalnie nie chodzi o fakt zmiany, tylko może dosłowniej, o kroczenie nie tyle prostą drogą, co raczej jechaniem po bandzie. Dlatego znakomicie czuję się jadąc w nieznane i jest mi dobrze tam, gdzie mnie jeszcze nie było. Dziwi mnie jak słyszę, że ktoś boi się ciemnego lasu, czy niepokoi go nastrój. Nie umiem wierzyć w duchy, zło czające się w nieokreślonej postaci. Zdecydowanie obawiam się tylko innych ludzi i kieruję się ograniczonym zaufaniem, kiedy nie mogę zinterpretować intencji drugiego, żywego człowieka. Zdarza mi się jednak chęć do ryzyka i w poszukiwaniu niedoznanych doznań, mógłbym przekroczyć granicę, której inni by nie przekroczyli. W sumie, nie wiem dlaczego?
Tagi: świadomość, istota szara, you know what i mean
skomentuj (7)
Frapują mnie letnie t-shirty, których wysyp oglądam ostatnio. Czytam tyle durnych napisów na koszulinach, że aż postanowiłem gdzieś je zanotować, ponieważ nie mam w umyśle miejsca na takie pamiątki. Chcę o tym powiedzieć, ale trudno mi o przykłady. Jedyne wrażenie jakie pozostaje w moim umyśle, to chwila konstatacji dotycząca noszącego lub noszącą t-shirt. Powiem szczerze, rzadko widziałem ładną buzię, która miałaby durny t-shirt. Rozumiem poczucie humoru, ale ograniczam je zarówno do wieku jak i do koszulinowej ekspresji. Na przykład, taki pan - niby pan jak pan - na koszulce postać diabła i napis: "Bóg jest zajęty, w czym mogę pomóc?" WTF? Co reprezentuje ten wtorkowy strój i jaki to jest przekaz? Albo stary dziad w moim wieku, grubawy, szary, napis na czarnym t-shircie - "Używany, ale w dobrym stanie". W sensie, że rozwiedziony, czy że jeszcze może ruchać, bo nie kminie puenty? Jak zaznaczyłem, nie pamiętam koszulinowych hitów, ale często widzę źle wyglądającą kobietę z napisem w stylu "Mam problem, jestem piękna". Czy to jest autoszyderstwo, które ostatecznie mówi, że ma problem, bo piękna nie jest? Ostatni przykład, którego przekaz rozumiem, ale motywację do noszenia - abso-kurwa-lutnie! "Nie jestem ginekologiem, ale zerknąć mogę". Miałem ochotę denuncjować właściciela na policję lub pogotowie, bo jego dowcip wywodzi się może z tego słowa, ale oznacza tylko do(i)wcip(ę). Może to brak seksu powoduje zaniknięcie poczucia granicy żałosności? Sugestywność monoprzekazu zabiera mi czasami chwilę spokoju. Głównie na dworcu, kiedy tłum ludzi biega od pociągu do pociągu, w tych swoich t-shirtowych transparentach.
Tagi: fabryczna zachodnia t-shirt
skomentuj (10)
Powroty po urlopie są straszne. Z Nowego Jorku przyleciałem na Okęcie i po pierwsze zapomniałem pin do karty paliwowej. Po drugie pin do karty kredytowej, a po trzecie kodu do domofonu. O Nowym Jorku nie da się napisać krótkiej notki. Pomimo tego, że lubię Azję i chętnie wróciłbym do Tokio czy Szanghaju, podobało mi się również w Chicago i w San Francisco, a i w Europie zawsze czule wspominam Lizbonę, czy Berlin, to Nowy Jork rządzi. Nie dlatego, że jest najpiękniejszy, tylko ja w nim czuję się jak w domu. Dlatego nie jestem w stanie skrócić mojej opowieści, więc ją muszę pominąć. Jestem fanem serialu Miami Ink i w Nowym Jorku poznałem się z gwiazdą tego serialu, która teraz kręci NY Ink. Piszemy do siebie na fejsbuku:P Na zakupach spotkałem Lady Gaga i takie spotkania na shoppingu są możliwe tylko w Nowym Jorku.
W Maiami zrobiłem sobie 5 dni chillu. Najpierw w Hiltonie, a potem w jednym z hoteli art deco na Miami Beach. Pożyczyłem Mustanga kabrioleta i pół dnia spędzałem na plaży, a pół jeździłem po Florydzie. Mogę śmiało wskazać cudne miejsce na świecie, że mógłbym uwierzyć, iż tak wygląda raj - Palm Beach. W Parku Everglades dokarmiałem forfajtery i mam zdjęcie z prawdziwym 2 letnim aligatorem, którego trzymam na rękach. 35 stopni ciepła, gorąca woda w Oceanie - jak dla mnie, wszystko czego mi trzeba. Do tego promocja w Starbucks na mrożone kawy. Aż nie chcę sobie tego wszystkiego przypominać w drodze pociągiem do pracy.
Tagi: nowy jork, new york, lady gaga, miami ink, miami, forfajter, everglades, ny ink
skomentuj (12)
Impresja 1
Wchodzę Kameha, hotelu w Bonn. Pięć gwiazdek w Niemieckim wydaniu robi wielkie WOW. Pan z recepcji informuje mnie, że z powodu braku miejsc w standardzie daje mi upgrade do pokoju Lux. Na dachu hotelu basen z podgrzewaną wodą rano orzeźwił jak wiosenna bryza. Na śniadanie połówki passion fruit, co po polsku nazywa się marakuja. Dobrze, ładnie, smacznie.
Impresja 2
Podjeżdżam kolejnym autem zastępczym na stacje. Proszę o wlanie 20 litrów E98 i idę zapłacić. Uprzejmy pan z obsługi nalewa paliwo, a ja wracam z krzykiem stop! Stop! To jest diesel! Empirycznie potwierdzam, że 5 litrów benzyny zalane 20 litrami ropy rozpuszcza się w baku i może stanowić napęd dla silnika diesla.
Impresja 3
Roger Waters przedwczoraj w Łodzi. Decyduję się w ostatnim momencie. Kupuję bilet na allegro w dniu koncertu. Przesyłka kurierska pociągiem PKP z Poznania do Warszawy. Ja zawalony robotą proszę koleżkę o odebranie biletu, ale on nie znajduje pociągu. Bilet odjeżdża, a ja po południu gonię bilet, gonię pociąg do Łodzi i wchodzę na koncert równo z Rogerem. Duży spektakl i dwie części The Wall, i znów WOW.
Impresja 4
Właśnie dostałem sms, że moja miejscówka w Nowym Jorku coś kręci. Akomodacja w ostatniej chwili wróży duże koszty. Ma ktoś znajomych w Nowym Jorku, co chcieliby wynająć pokój na dwa tygodnie? Z czterodniową przerwą, bo robię mały break time do Miami zobaczyć aligatory w naturalnym środowisku Everglades.
Tagi: nowy jork, new york, diesel, roger waters, kameha
skomentuj (5)
Zastanawiam się nad ludźmi, którzy 15 minut przed stacją końcową, maszerują do pierwszego wagonu i robią długą kolejkę do wyjścia drzwiami nr 1. Jeszcze 10 minut do zatrzymania na stacji, a oni stoją i czekają. Ponieważ jest ich dużo, to będą stać i czekać dłużej niż osobnicy z ostatnich wagonów, którzy wyszli na peron bezpośrednio po zatrzymaniu się pociągu. Fascynują mnie takie stadne zrywy i parcie na pierwszy wagon. Jestem zawsze w opozycji do tego typu ruchu, ale staram sie nie oceniać tych zachowań jako coś złego, tylko jako coś dobrego inaczej. Gorzej mam z akceptowaniem napierdalaczy telefonicznych. Szczególnie dlatego, że jestem totalnie niezainteresowany ich historiami, a one forsują mój słuch i narzucają się uszom. Nie umiem czytać i nie słyszeć głośnej rozmowy, tym bardziej, że niektóre padające zdania bywają bezcenne. Mózgi napierdalaczy telefonicznych są okręcone taką izolacją, że nie tylko nie dostrzegają złego spojrzenia współpasażerów, ale dzielą się nadżerkami, rozwolnieniem, przepisami na makaron i całą gamą niebagatelnych historii. Ja jednak ostatnio z filmów przerzuciłem się na czytanie. Ze słuchawkami wetkniętymi w uszy jest mi obojętne o czym toczą się rozmowy, bez słuchawek, przestaje to być obojętne.
Dziś wylot do Pragi na trzy dni, a potem prosto do Bonn na krótką prezentację. Takiego tygodnia jeszcze nie miałem, żeby latać to tu - to tam. Dziś kupiłem bilet na lot z Nowego Jorku do Miami. Musiałem jednak nakłamać, że jestem rezydentem USA, ponieważ inaczej nie mógłbym zapłacić kartą na stronie linii. Aż się wierzyć nie chce, mam nadzieję, że wpuszczą mnie do samolotu na polskich kwitach. Podnieca mnie wizja kilku dni na Florydzie, ponieważ jest to wizja plaży, drinków i opalonej skóry. Dzisiaj jest w Miami 30 stopni ciepła i takiej właśnie pogody bym oczekiwał. Wypożyczę sobie duuuuże auto i pojadę do Everglades i NASA.
Nie było jeszcze nic o strojeniu, a właśnie dzisiaj wystroiłem się na wyjazd do pepików. Bardziej jednak chciałbym wspomnieć o torbie w Rage Age. Kiedyś osiwieję przez tego Czapula;)
Tagi: pkp, new york, miami, floryda, lodz fabryczna
skomentuj (4)
Już wiem czym było to wskazanie szybkościomierza, które zatrzymało się na 220 km/h i nie wróciło do zera początkowego. Było to ostrzeżenie.
Po oddaniu Jaguara odebrałem mój nowy służbowy Samochód Ludu. Wygodny, pachnący, ciemnogranatowy czy wręcz śliwkowy. Zatrzymałem się właśnie na skrzyżowaniu w centrum miasta, zdając sobie sprawę, że stoimy na czerwonym i ruszamy na zielonym. Jest jeszcze światło pomarańczowe, ale wtedy nie zwracałem na nie uwagi. Zapaliło się zielone i wraz z sąsiadami z Forda po mojej prawej stronie ruszyliśmy żwawo. Zerknąłem na niebo, bo był to pierwszy dzień, kiedy od miesięcy, temperatura przekroczyła 15 stopni. Zdziwiłem się, kiedy samochód zaczął się giąć i przemieszczać w innym kierunku niż zakładałem, że jedziemy. Mój nowy odpicowany samochód wystrzelił z różnych stron poduszkami. W środu poprzez dym zdołałem tylko dojrzeć, jak zatrzymuje się czołowo na Citroenie Picasso. Dowiedziałem się, że sympatyczna pani inaczej potraktowała czerwone światło i z impetem uderzyła w tylny bok mojego samochodu. Spowodowało to przemieszczenie w kierunku sąsiedniego Forda i odbicie pod nadjeżdżający Citroen. Miałem dwie myśli które trwały całe wieki, kiedy się zderzałem z lewa i prawa. Czy będę żywy? Oraz żeby tylko znowu nie skasować firmowego auta, bo to taki wstyd. Przecież dopiero co pogrzebałem nowego Forda... Zatem mogę powiedzieć, że jestem żywy.
Tagi: ford, vw, jaguar, citroen
skomentuj (11)
Dostałem zastępczy samochód - Jaguar. Pierwsze wrażenie jest negatywne. Samochód tej klasy powinien być ładniejszy wewnątrz, bo na zewnątrz to nawet sensownie się prezentuje. Nie miał nic, czego bym już nie używał, chyba że mówimy o skórzanej tapicerce na drzwiach. Tak, tego jeszcze nie miałem. Silnik też mi nie postawił włosa i tak zastanawiałem się, gdziej jest ta legendarna legenda? Okazało że się, że jest. Smak jazdy tym samochodem zaczął się powyżej 160 km/h. Przy 200 jedzie tak jak inne przy 90. Cicho, równo, żadnego złego dźwięku. Radyjko sobie kwili, droga umyka, a Jaguar przyspiesza. Ładna to była przejażdżka, ale ponieważ najczęściej jeżdżę do Tesco (bo do Biedronki chodzą najbiedniejsi), to wielkiej pociechy bym z niego nie miał. Minusem jest to, że kierowcy samochodów 10+ w życiu nie przepuszczą Jaguara, jeżeli nie muszą. Plusem jest to, że przepuści go każdy narwaniec o profilu Golfa IV tuningowanego na rajdówkę (koniecznie ciemne szyby z każdej strony, basowy wydech i chrom). Coś w nim jednak popsułem. Szykościomierz zatrzymał się na 220 km/h i nie wrócił do zera początkowego. Bardzo dziwne, to chyba nie ma być dowód rzeczowy, tylko usterka, prawda?
Tagi: weekend, biedronka, tesco, jaguar, chill
skomentuj (4)
Czy to jest możliwe tylko tam? Moja radykalna dieta, określana przez niektórych mianem dietetycznego nieporozumienia, została przełamana. Śniadanie jem wczesnym rankiem, obiad koło południa, najpóźniej o 14. I potem nic. Nic dosłownie. Jakież było moje ździwienie, kiedy chcąc w Rzymie spróbować najlepszej pizzy, musiałem czekać do 19, kiedy to dopiero lokal był otwierany. Już nie skomentuje różnicy w mentalności, że lokal otwiera się od 19 i utrzymuje się z gości bawiących na kolacji. Mogę przysięgać na co kto chce, najlepsza pizzeria to legendarne da Baffetto. Dodam, że wieczorami jadłem dwie pizze, bo jedna to było mało.
Tydzień w Rzymie trochę mnie uspokoił. Codzienna kąpiel słoneczna i widoki na starożytność, renesans i barok zrobiły swoje. Domowy makaron z frutti di mare ulepszył moje nastawienie do świata. Urlop ma tylko jedną wadę - jest za krótki. Mam nadzieję, że Nowy Jork tak szybko nie przeleci.
Tagi: rzym, rome, da baffetto, st. pietro
skomentuj (5)
Kiedy nie śpię o północy, to moje myśli są jak niedopilnowane, drapieżne pantery. Rzucają się na obrazu cicho w głowie siedzące i dominują w nich, aż wybije 3 lub 4 rano. Kiedy byłem dzieckiem, też czekałem na zasnięcie. Fantazjowałem na temat swoich bohaterskich czynów i najczęściej brałem za to córkę króla i pół królestwa. Dzisiaj nie fantazjuję, dzisiaj przywołuję wspomnienia. Niedawno to właśnie stwierdziłem, że już nie tulą mnie do snu wizje bohaterskie i często odtwarzam po prostu zdarzenie po zdarzeniu. Wczoraj był film dokumentalny o różnych praktykach seksualnych i respondenci opowiadali najdziwniejsze miejsca w których uprawiali seks. No śmiało, kto z Was może tu coś zaproponować? Moim zdaniem wygrała para, która wspólnie, po chwili zastanowienia odpowiedziała: na drzewie.
Tagi: zimno, ciemno, spać
skomentuj (22)
Ostatni tydzień spędziłem w Bonn, poznając nowe trendy i prognozy dotyczące zmian postrzegania marki w korelacji do zmian, jakie następują w tzw trafficu internetowym. Poznałem takie świetne nowe słowo, które niestety zapomniałem. Ono miało związek z rozserzeniem konotacji słowa Internet o inne obszary, których dotyczy ruch online, chociażby ruch ze słuchawek - jak to uroczo nazywamy w branży telekomunikacyjnej. Przyleciałem do Dusseldorfu i pociągiem dojechałem do Bonn. W pociągu wiadomu hot spot, kawka, wygodne fotele. Przed chwilą w naszym PKP - przepraszam - TLK, Pan Kierownik zapowiedział przez megafon plan podróży. Ryk, syk, hałas, ulytradźwięki i przedzierający się przez to głos wcale niećwiczonego speakera. I jak tu czekać na hot spot, jeżeli pociągu TLK nie można zwyczajnie nagłośnić?
No i do tego współpasażerowie psychopaci. Dzisiaj tribute dla tego pana na przeciwko, który za każdym razem domyka drzwi przedziału. Domyka jednak z takim głośnym trzaśnięciem, aby uczulić innych ludzi w wagodnie, że on życzy sobie mieć drzwi zamknięte. Cały wagon już o tym wie. Pan powinien przejść małą kurację uspokajającą. Innym współpasażerem jest chłopcopan z czarnymi kołami w uszach. Jest raczej panem, ale jeszcze się nie zorientował, że trzydziecha na karku. Długie włosy i czapa z rosyjską gwiazdą. Zaraz, zaraz, kiedy to było modne? Chyba tak tuż po Pierestrojce.
8 rano, pije własnie trzecią kawę. Tak, to też nie ma nic wspólnego ze zdrowiem. To - na zdrowie!
Tagi: pkp, tlk, coffee, bonn
skomentuj (8)
Zmuszony byłem do myślenia o życzeniach noworocznych. Presja społeczna. Odsuwałem od siebie siłownię, kuracje zdrowotne i niskobudżetowe oszczędności. Odsuwałem siłą obrazy wyrzeczeń i auto-obietnic. Gdy wtem nasunął mi się oczywisty powód do zaprzysiężenia się w noworocznym rytuale. W ubiegłym roku obiecałem sobie kolejną wizytę w Nowym Jorku. Obietnice były bardzo urealnione, ale wyszło jak zawsze i Nowy Rok 2011 zaskoczył mnie w nocy z piątku na sobotę. Zatem stanąłem przed lustrem i wyrzekłem - ślubuję sobie podróż za Ocean.
Donoszę o wypełnieniu znakomitej części tej obietnicy, a mianowicie kupiłem bilet na majówkę w Nowym Jorku. Mam go. Oglądam pieszczotliwie zczytując literki eTicketu. 29 kwietnia o 17.40 na JFK. Nosz kurwa mać, to mi się podoba!
Tagi: woody allen, brooklyn bridge, starbacks, empire state of building, statue of liberty, tribeca
skomentuj (8)
W niedzielę wyleciałem do Paryża z zamiarem zwiedzenia go dokładnie i bez nastawienia, że jest przereklamowany i niezbyt ładny. Pierwszy raz, kilka dni w Paryżu nic nie wniosły do mojego życia. Wydał mi się płaski i niezbyt urodziwy. Tym razem nastawiłem się na muzea, zabytki i oglądanie różnych dzielnic. Gdyby tylko w muzeach używano do opisu angielskiego, mógłbym nawet powiedzieć, że są doskonałe. Oglądałem muzea, w Tokio, Lizbonie, Nowym Jorku, Shanghaju, Berlinie, Londynie i nagle - jeb! miałem przeżycia estetyczne, jak nigdy do tej pory. Pogoda mnie nie rozpieszczała, ale ja siebie jak najbardziej. Spędziłem kilka godzin na wieży Eiffla, gdzie zjadłem bardzo smaczny i wręcz chory cenowo obiad z widokiem na Paryż z dużej wysokości i Foie Gras z bliskiej. Jednogłośnie wybieram muzeum d'Orsay na najlepsze chillowe muzeum na świecie i chcę tam wrócić, bo nie wziąłem ze sobą aparatu, a miałem tam natręctwo kadrów. Widziałem kadr w dosłownie każdym miejscu. Może Luwr jest królem i królową, ale d'Orsay jest przestrzenią, w której miałem mega uniesienie, wibrowało wszystko, nawet rzeźby poruszały mnie jak nigdy dotąd.
Z pracy nienajlepsze wieści. Chyba naprawdę mnie zwolnią. Nie mogę się doczekać. Mam świetny pomysł na dwa biznesy, ale nawet chwili na to, aby się nimi zająć. Zwolnienie ułatwiłoby mi drogę do tego, bo samemu się zwolnić nie jest łatwo. Zawsze jest lepiej mieć to, co się zna. To jak wejście do McDonald's w obcym kraju - wiem co dostanę i jak będzie smakowało. Chociaż szczerze mówiąc, w McDonald's byłem tylko raz poza Polską. A nie, dwa. A poza Polska pewnie ze czterdzieści.
Tagi: paryż, czterdzieści, louvre, tour eiffel, foie gras, les invalides, panteon, centre pompidou, saint germain des pres
skomentuj (12)
W piątek mam przez cały dzień event, na który szykuję się już kilka tygodni. Popadłem w szaleństwo doskonałości. Szukałem czegoś wyjątkowego. Nie ze względu na rangę eventu. Potrzebowałem dla siebie czegoś naprawdę dobrego. Oto opis mojego szaleństwa. Najpierw znalazłem garnitur D&G. Błyszczący, skrajnie dopasowany, spodnie z lamówkami. Potem w nowej kolekcji Lagerfelda znalazłem białą koszulę z kwadratowymi, maleńkimi, czarnymi guzikami i z prostym, zwratym kołnierzem. Wczoraj ostatecznie odnalazłem mistrzowski pasek w Rage Age, którego klamra nie ma sobie równych. Ma idealną ciekną ramkę, o kształcie szerokiego, niskiego prostokąta i cienki względem standardowych - skórzany pasek. Jestem zadowolony, wyglądam w tym naprawdę dobrze. Buty kolekcjonuję od dawna. W ciągu ostatnich kilku dni kupiłem trzy pary, bo były piękne. Znalazłem idealny półbut w Pollinim. Nie było mojego rozmiaru, ale zachwycił mnie każdym swoim detalem. Wiem, brzmi to metroseksualnie - ale wrażliwość na strój, wspomaga utrzymanie higieny psychicznej na komfortowym poziomie. I właśnie dzisiaj czuję się dobrze.
Tagi: relaks, moda, higiena psychiczna
skomentuj (7)
Taki dziwny okres mi minął. Szczerze życzę sobie, żeby już się skończył i zaczął nowy. Długiego gonga miałem po tym, jak skasowałem nowe auto. Dziwne uczucie. Gdybym powiedział, że byłem zaskoczony, byłoby to mało precyzyjne. A zdążyliśmy się polubić. Kochajmy też nasze samochody, tak szybko odchodzą... Potem "życzliwy" anonim doniósł mi, że mam stracić pracę zgodnie z planami restrukturyzacji. Też dziwnie się funkcjonuje z taką wiedzą i niewiedzą jednocześnie. Do tego odsunęła się ode mnie bliska osoba. Co prawda nie wiadomo kiedy był początek tego odsuwania, bo nikt tego nie pamięta, ale nigdy nie było tak, aby jej nie było. A nie ma. Szukam w myśli dziwów pozytywnych. Chyba napiszę, że w wekend byłem w Powszechnym na Ragazzo Del Europa i to był taki pozytywny dziw. Państwa proszę o nieodsuwanie się ode mnie. Dziękuję.
Tagi: teatr, praca, świadomość, dziwy
skomentuj (6)
Kiedy mój mały, słodki Labrador stawał się coraz większym potworem, zacząłem mieć obawy czy ten pies rzeczywiście jeszcze zacznie się uczyć. Jest ponoć tak, że psy te zaczynają się uczyć w 3 miesiącu, a wcześniejsze ich wychowywanie jest daremnym działaniem. No i tuż przed trzymiesięcznymi urodzinami pies zasmakował w szafce na buty. Nowej dodam, z litego drewna. Prewencyjnie postanowiłem zmienić smak szafki, a ponieważ rano wyjadłem chilli, został mi tylko drogocenny chrzan Wasabi, ale szafka zdecydowanie jest cenniejsza. Wysmarowałem nim ulubioną krawędź szafki i czekam, co pies na to? A on na to wylizał całe Wasami, oblizał się i dalej zaczął gryzienie mebla. Czy psy nie odczuwają ostrego smaku, który mnie przyprawia o łzy w oczach?
Tagi: labrador, wasabi
skomentuj (10)
Znudzony pan w przydługim krawacie siedzi, a obok sterta gazet wszelkiej maści, które kupił na każdy rodzaj humoru, ale on chyba nie ma humoru w ogóle, a takiej gazety jeszcze nie wymyślili.
Grubasek naprzeciwko nie wie, że myślę o tym, jak zapycham mu gębę telefonem, przez który głośno gada nie zważając, że chcę napisać notkę bloga. Kiedy nie gada, klika w guziki telefonu, a ten wydaje wszystkie możliwe dźwięki jakie producent zainstalował i chyba także te, które są dostępnie bezpłatnie w Internecie + alarm w zegarku na ręku. Że też bułki jakieś nie ma, którą by się zapchał i przestał dźwięczeć głośno. Moje mikrozachowania w postaci krzywego ryja zupełnie nie robią na nim wrażenia.
Pije jedną z gorszych kaw, jakie można kupić na wolnym rynku, ale robię to w poczuciu wsparcia polskiej przedsiębiorczości. Bo z czego będą żyli wózkowi, jeżeli pasażerowie nie będą nic u nich kupowali? Wczoraj pan wózkowy dał mi kawę gratis i w ten sposób docenił moje zaangażowanie w jego biznes przez ostatnie lata.
Odpisałem też na fejsbuku koledze w temacie wyjazdu do Tajlandii, udzielając rad i pouczeń z tym związanych. Patrząc na tę poranną bryzę szarej słoty, przypomniałem sobie smak Azji i urok Bangkoku. Moje myśli zawędrowały ponownie na Phi Phi, gdzie ciągle mieszka kawałek mojego serca i je tam zupę Tom Yum. Ehh
Tagi: fabryczna, ćwok, tom yum, fejsbuk
skomentuj (19)
Jakiś czas temu cieszyłem się publicznie zakupem pięknego 27 calowego iMAC`a, który po dziś dzień raduje nie tylko zmysł wzroku, a już kolejny produkt Apple raduje moje zmysły. Otóż wielki iMAC ma maleńkiego iPhone 4, który od tygodnia jest przeze mnie eksplorowany i co wieczór łączę ich kabelkiem USB, zaciągając do iPHONE`owego iPOD`a muzykę. Na moją pierwszą osiemnastkę, poprosiłem mamę o dyskografię Led Zeppelin i pamiętam ten nadludzki wysiłek jaki trzeba było włożyć, aby dostać wszystkie KASETY (magnetofonowe - przysp. autora) z płytami Led Zeppelin. A wczoraj ściągnąłem 1.9 GB mniej więcej w godzinę i dziś od rana słuchałem - baby, baby, baby I am gonna leave you
Tagi: imac, led zeppelin, iphone, 18
skomentuj (4)
Koledzy zorganizowali W. randkę w TK Maxx z dziewczyną z innego miasta. Co prawda posiadającą dziecko, ale dziecko nie trąd - pokrzepiać W. miały jej legendarne, nimfomańskie skłonności. Oto historia jak W. stał się Mistrzem Wszystkich Mistrzów.
W. i dziewczyna spotkali się w sobotnie południe w sklepie, a wieczorem W. odwiózł ją do dziecka do jej miasta, po czym wyszli do knajpy, gdzie w trakcie picia piwa on zaproponował jej wspólne zamieszkanie, a ona się zgodziła, po czym rano wyjechali z meblami, dzieckiem i całym jej melanżem do W.
Historia zajęła mi jedno zdanie, a i tak mam wrażenie, że pisałem je dłużej, niż im zajęło domówienie wspólnego zamieszkania. Co najdziwniejsze, to nie moc uczuć, ani teoria dwóch połówek ich poączyła. Ot, ona nie ma nic do stracenia, a on lubi spełniać dobre uczynki i baby mu brakuje. Jest to równocześnie pierwsza historia offline (dziejąca się poza Internetem), w której prędkość światła (299 792 458 m/s) została poważnie zagrożona - prędkością W. (brak danych, ale jest szybki m/s). Już tylko powinnością kronikarską uszczegółowię, że pierwszy seks mieli w niedzielę wieczorem, kiedy dziecko poszło spać, mając za ścianą nowego tatusia.
Tagi: w, ?, c, tk
skomentuj (8)
Panie Chryste szok przeżyłem, kiedy zacząłem wspominać - co pamiętam? Otóż pamiętam Czechosłowację i Karl-Marx-Stadt w NRD. Bony do Pewexu zamiast dolarów i kartki na czekoladę lub czekoladę na kartki, a dokładnie - brak czekolady. Sięgam, pamięcią do czasów, kiedy Bravo było ekskluzywną gazetą w języku niemieckim, a jej posiadanie jednoznacznie wskazywało na wysoki status materialny i społeczny zarazem. I pamiętam jak wymyślono video i jak w głowie się nie mieściło, że kino może zawitać pod strzechy. Pamiętam jak na świecie nie było Internetu. Byłem wtedy taki mały, ale pamięć mam dobrą. Moja najdalsza podróż w czasie sięga jazdy wózkiem do żłobka. Ze żłobka pamiętam kilka historii, w większości związanych z seksem. Tylko jedną pamiętam, jak przewróciłem domek przy piaskownicy i pani mnie zbiła plastikowym szpadelkiem. Wiele się zmieniło i chyba tylko Niedźwiecki prowadzący Listę Przebojów Trójki pozostał mi z dawnych czasów. Co on tu kurwa robi w XXI wieku?
Tagi: video, niedźwiecki, retro, you know what i mean, rambo, czechosłowacja, pewex, nrd, rocky, karl-marx-statd
skomentuj (10)
Rozważając drugą zasadę termodynamiki, od razu znalazłem sytuację w której entropia (czyli spontaniczny bałagan) maleje - wbrew tej zasadzie. Otóż układając puzzle przechodzi się dokładnie w przeciwnym kierunku aniżeli filiżanka spadająca z góry na podłogę i rozbijająca się na wiele części. Zgodnie z drugą zasadą termodynamiki możemy wskazać kierunek czasu. Jako anegdotę dodam, że fizyka teoretyczna zna czas płynący w odwtornym kierunku i prawa fizyki nim kierujące. Chociaż czas ten nazywa się urojonym, to jest jak najbardziej mierzalnym stanem. Chciałbym doświadczyć możliwości przeżywania zdarzeń w ujemnym kierunku, bo zgodnie z teorią względności i dzięki mechanice kwantowej, nie doganiając prędkości światła - nie przeniosę się w czasie tworząc niepotrzebny paradoks.
Tagi: ΔxΔp≥h, ΔeΔt≥h, ΔϕΔjz≥h
skomentuj (10)
Beep! 2010-08-23 08:27:05
Istne wakacje. Od bloga, bo takich wakacji jak pamiętam ze szkoły, to dawno nie miałem. Na coś czekam, tylko sam nie wiem na co? Udało mi się wreszcie zwiedzić Pragę. Zawsze miałem do niej za blisko, aż w końcu wsiadłem w auto i do niej pojechałem. Na dobré ráno uderzył we mnie Ford dostawczy i teraz mam zawracanie tyłka z formalnościami. W końcu kraksa była międzynarodowa. Oddychałem też przez tydzień mazurskim powietrzem. Odmoczyłem się trochę, lubię wodę. Może tym krótkim sprawozdaniem udrożnię bloga?
Tagi: beep
skomentuj (6)
W pociągu jeździ czterech panów wózkowych z kawą i innymi dobrami. Mają kilka wspólnych cech, z czego jedna dotyczy zachowań z dziedziny obsługi klienta. Jeżeli nie rzucę się za nimi w pogoń lub nie zacznę krzyczeć w niebogłos kawa! kawa!, to nie mam sposobu na ich zatrzymanie. Dla mnie to panowie ścigają się wózkami z niewidzialną konkurencją, albo mają płacone za metr bieżący. To, że czasami trącą mi łokieć lub dostanę w głowę zderzakiem - to inna historia, ale tego także nie dostrzegają. Wiele razy musiałem się poddać w gonitwie za nimi, bo pomimo machania ręką i wydawania agresywnych tonów, panowie nie zatrzymali się i pędzili przed siebie z okrzykiem: "Kawa! Herbata! Kanapki!". Dzisiaj mocno ziewam, ale ponownie przegrałem wyścig z wózkiem. Senny, zwabiony działaniem kofeinym pędziłem za panem-wózkiem, ale on jeszcze szybciej przemierzał wagodny i w końcu zniknął mi z oczu tuż za Koluszkami. Może misją tej firmy jest aktywacja klientów, spowodowanie, aby zaczęli się więcej ruszać? Przynajmniej dzisiaj, to pobudzenie na mnie nie podziałało. Dobranoc.
Tagi: sport, kawa, pociąg, fabryczna, wbc, 07:54:00
skomentuj (10)
Wydumanie 2010-06-24 08:58:58
"Heloł łorld". Ponoć taki był pierwszy efekt programistycznej mistyfikacji, że komputer sam do nas gada za pomocą własnej logiki i zdolności semantycznych. Kiedy jednak zająłem się tym bliżej w czasach wczesnego Spectrum+, okazało się, że werbalizacja polega na dosłownym przewidzeniu takowych wyrażeń i na cześć tamtych lat, zaprezentuję wirusową wersję basic:
10 PRINT "Heloł łorld"
20 GOTO 10
Mój pierwszy programistyczny dowcip polegał na tym, że na ekranie pojawiał się napis "Jak masz na imię?" i kiedy mój kolega Jacek wpisywał "Jacek", na ekranie pojawiał się napis "Jesteś głupi". Po bliższym zapoznaniu się z asemblerem, a także innymi wersjami programowania, stanąłem w kolejce do egzaminu na filozofię. Paradygmat, okazał się trafiony. Skończyłem filozofię i zacząłem pracę jako informatytk specjalizujący się w fotografii cyfrowej (choć wcześniej spędziłem w ciemni około 200 godzin na czarno-białym analogu). Mam tylko jeden, jedyny żal do Pana Boga. Chciałbym bardzo umieć rysować rzeczywistość.
Tagi: praca, świadomość, istota szara, you know what i mean
skomentuj (3)
Powróciwszy z południa Włoch zmieniam skórę na nowszą. Wczoraj na basenie stwierdziłem z odrazą, że mam wygląd trędowatego. Chwała Panu, że brązowy jestem, bo inaczej ktoś byłby gotów pomyśleć, o jakiś chorobach skóry. Już prawie nie pamiętam, że kilka dni temu łapałem do torby krewetki grande i niedługo potem zajadałem je w kuchni na piętrze. Stek z ryby piły (Pristis pristis) w marynacie z cytryną i czosnkiem - tak, mógłbym mieszkać na wyspie dla samego faktu jedzenia świeżaków z morza.
Kupiłem sobie kilka koszul, jeej, sklepy z ubraniami są tak inspirujące, że trudno nie wydać z łatwością sto na to i sto na tamto. Znalazłem dla siebie rzeczy za jakiś milion € i to tylko dlatego, że mój impuls zakupowy szczytował w czasie siesty. Chciałbym się jednak poskarżyć zarówno na naród Włoski jak i modę związaną z noszeniem - nie wiadomo co to jest - butów Hogan. Nie mniej niż 50% społeczeństwa nosi z dumą te - nie wiadomo co to jest - buty. Tyle wspaniałych unikalnych rzeczy mają w sklepach, a wydają 300-400 € na parę tych - nie wiadomo co to jest - butów. Widzieliście te obskury? Zna ktoś tajemnicę sukcesu tego pseudo obuwia? Czy to jest rodzaj kataklizmu, który dotknął Włochy? Takiej plagi, która wydrenowała ich gusta, aż do takiego poziomu? Myślę, że może to mieć związek z narkotykami ... noo.
Tagi: włochy, italy, automatyka przemysłowa, hogan, milion eur
skomentuj (7)
O brzuchu 2010-05-31 10:11:12
Ciało człowieka jest świątynią ducha. Patrzę na młodego kolesia, który siedzi z laptopem na kolanach i ze słuchawkami w uszach. Jeszcze młody, jeszcze przystojny, ale koszula nie mieści już opony z tłuszczu, którą się jakby przepasał. Jeszcze choroba cywilizacyjna i złe nawyki żywieniowe nie dotarły do twarzy, póki co szczupłej i gładkiej. Niektórzy moi koledzy mieli tak wnet po ślubie, nazywam to syndromem "King in the Castle". Jeżeli zatem ciało jest świątynią ducha, to chciałem napisać o refektarzu.
Istnieje nikły procent miśków, których brzuchy są tak pocieszne, że aż fajnie, że je mają. Dotyczy to jednak 1% populacji brzuchaczy, a wszyscy chcą pretendować do tytułu - sympatycznego brzucha. Mój kolega z pracy - sympatyczy brzuch - nawet podkreśla urok swojej ogrągłej, piłkarkiej hodowli. Ma kilka drogocennych koszul z epoki "przedbrzucha" i one opinają dość mocno latorośl, a wciśnięte w spodnie sprawiają wrażenie rusztowania dla tego ciężaru. Mnie bawią takie wielgachne pompony, na których zarzucony sweter tworzy domek, co to w nim się dzieci lubią bawić, kiedy przykryją drabinę prześcieradłem. Gdyby przechodzień mógł spojrzeć pod sweter od dołu, mógłby się nieźle ździwić. Raz widziałem wiszący kawał brzucha. Kolega sięgał po coś z górnej półki w autobusie. Obrazek który zobaczyłem, utkwił mi głęboko. Nie mogę jednak o tym pisać, jeszcze nie minęło wystarczająco dużo czasu. Brzuch, który najczęściej oglądam też żadna rewelacja. Do ideału ma ze 3 kilko, a to w przeliczeniu na siłownio-dni będzie ze cztery miesiące. Na obecnym poziomie zaangażownania w pracę praktycznie nie do spełnienia.
Widziałem jednak niedawno naprawdę dobry przykład na to, jak brzuch powinien wyglądać w XXI wieku. W filmie "5 $ a Day" na ekranie pojawia się Sharone Stone. Nigdy za nią nie przepadałem i teraz też pewnie większą czułością powinienem darzyć jej chirurga plastycznego. Kiedy się pokazała na ekranie, to szczęka opadła mi do kolan, a i do teraz muszę ją podtrzymywać ręką, na wspomnienie jej wyglądu i zagrania tej roli. Jest mega seksi laską, która równoważy w sposób idealny dojrzałość zbliżającą się do starości z najsmakowitszym, kobiecym seksapilem. Myślę, że zdecydował o tym brzuch, ale niebagatelną rolę odegrały świetne piersi i pośladki skrywane nocną, ażurową koszulinką w jednej ze scen.
Tagi: słoń, brzuch, istota szara
skomentuj (8)